Episodes

Wednesday Jun 03, 2026
Wednesday Jun 03, 2026
Komisja Europejska ostrzega, że w Unii Europejskiej jeszcze w tym roku może zniknąć ponad milion miejsc pracy. 560 tys. z nich jest zagrożonych w związku ze wzrostem cen energii wywołanym wojną w Iranie. Dotyczy to głównie sektorów transportowego, budowlanego, chemicznego i metalowego.
Zagrożona jest także branża motoryzacyjna, choć ma to większy związek z odchodzeniem od silników spalinowych i silną konkurencją z Chin. Problemy mogą doprowadzić do zwolnienia 600 tys. pracowników. Ma to szczególne znaczenie dla Niemiec, w których w pierwszym kwartale tego roku ubyło prawie 130 tys. miejsc pracy w przemyśle.
Również w przypadku produkcji baterii, paneli słonecznych i stali można spodziewać się masowych zwolnień. Bezrobocie ma wynieść 6 proc. w obecnym i kolejnym roku, co oznacza wzrost w stosunku do poprzednich prognoz o odpowiednio 0,1 i 0,2 punktu procentowego.
Bruksela w ostatnich miesiącach pracowała nad szeregiem rozwiązań, które miałyby uchronić europejski rynek przed chińską ekspansją. Niedługo ma przedstawić propozycję tzw. instrumentu przeciwko nadprodukcji, umożliwiającego jej nakładanie ceł i kwot importowych na państwa, które nieuczciwie subsydiują swój przemysł.
W marcu natomiast przedstawiła Akt ws. przyspieszenia rozwoju przemysłu, który nakładałby na państwa członkowskie obowiązek sięgania po produkty i usługi dostawców unijnych w zamówieniach publicznych. Chiny wyraziły sprzeciw, grożąc odwetem w przypadku przyjęcia tych przepisów.
Komisja jednocześnie zwraca uwagę na problem trudności pracodawców w znalezieniu pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. W 2024 roku 77 proc. średnich firm twierdziło, że barierą dla dalszych inwestycji jest brak możliwości zatrudnienia osób o pożądanych umiejętnościach.
Bruksela zaleca państwom członkowskim wspieranie szkoleń, edukacji dorosłych, czy umożliwienie przekwalifikowania się pracownikom.
Wytyczne ukazały się w tzw. europejskim semestrze – corocznej publikacji, która zawiera ocenę gospodarczą wspólnoty i państw członkowskich, jak również rekomendacje. W przypadku Polski komisja prognozuje, że bezrobocie w obecnym roku wyniesie 3,1 proc., a w przyszłym spadnie do 3 proc. Wzrost gospodarczy wyniesie odpowiednio 3,5 proc. i 2,8 proc. Dług publiczny z kolei wzrośnie z 64,5 proc. do 68,3 proc.
Tłumaczy dr Piotr Arak, główny ekonomista Velo Banku.

Tuesday Jun 02, 2026
Tuesday Jun 02, 2026
Stany Zjednoczone rozważają rozmieszczenie broni jądrowej w kolejnych europejskich państwach NATO – twierdzą źródła Financial Times. Wiązałoby się to ze stacjonowaniem w tych krajach tzw. samolotów o podwójnych zdolnościach, które mogą przenosić tego typu głowice.
Informatorzy twierdzą, że w toku dyskusji chęć przyjęcia broni atomowej na swoje terytorium zgłosiły Polska i część państw bałtyckich. Rozmowy cały czas trwają i żadna decyzja jeszcze nie zapadła.
Obecna administracja amerykańska wielokrotnie sygnalizowała chęć zmniejszenia zaangażowania wojskowego w Europie. Jej przedstawiciele, w tym Elbridge Colby, podsekretarz wojny ds. polityki obronnej, przekonywali jednak, że nie będzie to dotyczyć odstraszania nuklearnego gwarantowanego przez Waszyngton.
Informację taką według źródeł Politico miał przekazać europejskim partnerom także doradca Pentagonu Alexander Velez-Green pod koniec maja. Zapowiedział jednak, że USA będą stopniowo wycofywać część bombowców strategicznych, myśliwców, okrętów podwodnych i dronów będących częścią sił Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Stany Zjednoczone w ramach programu NATO nuclear sharing posiadają około stu bomb atomowych B61 w państwach europejskich: Niemczech, Belgii, Holandii, Włoszech, Turcji, a także prawdopodobnie w Wielkiej Brytanii, która w zeszłym roku podczas szczytu NATO w Hadze ogłosiła zakup myśliwców F-35A zdolnych do ich przenoszenia.
W ramach nuclear sharing państwa goszczące zobowiązane są zakupić i utrzymać flotę samolotów przystosowanych do obsługi ładunków nuklearnych.
W marcu natomiast prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił aktualizację francuskiej doktryny nuklearnej. Zapowiedział, że myśliwce Rafale, zdolne do przenoszenia takich głowic, mogą zostać rozmieszczone w państwach sojuszniczych w Europie w ramach tzw. wysuniętego odstraszania.
Do inicjatywy przystąpiły już Polska, Belgia, Dania, Niemcy, Grecja, Holandia, Szwecja, Wielka Brytania, a w zeszłym tygodniu Norwegia. Macron podkreślał jednak, że francuskie zdolności nie mają zastąpić amerykańskich, a jedynie je uzupełnić. Francja posiada około 290 głowic nuklearnych. Według zapowiedzi prezydenta, liczba ta ma zostać zwiększona i nie będzie dłużej ujawniana.
Tłumaczy Marek Budzisz, analityk stosunków międzynarodowych.

Monday Jun 01, 2026
Monday Jun 01, 2026
Sekretarz wojny Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth wezwał azjatyckich sojuszników do zwiększenia zdolności obronnych. Podczas corocznej konferencji Shangri-La Dialogue w Singapurze stwierdził, że „era subsydiowania bezpieczeństwa bogatych państw przez Waszyngton się zakończyła”, a jego kraj potrzebuje „partnerów, nie protektoratów”.
Jednocześnie Hegseth zapewnił, że Stany Zjednoczone pozostaną militarnie zaangażowane w Azji. Powiedział, że będą one przede wszystkim współpracować z „modelowymi sojusznikami”, którzy inwestują w obronność. Ich zamówienia w amerykańskiej zbrojeniówce będą realizowane szybciej, otrzymają też wsparcie przemysłowe i wywiadowcze.
Sekretarz wojny podkreślił, że celem jest osiągnięcie równowagi, w której żadne z państw, w tym również Chiny, nie będzie w stanie narzucić hegemonii innym i zagrozić ich bezpieczeństwu.
Mimo to przemówienie było utrzymane w dość łagodnym tonie względem Pekinu. W zeszłym roku Hegseth mówił o chińskim zagrożeniu dla stabilności regionu i przestrzegał przed próbą dokonania inwazji na Tajwan. Tym razem ocenił, że relacje z Chinami są lepsze niż w poprzednich latach. W połowie maja przywódcy obu krajów spotkali się w Pekinie i podkreślili konieczność dążenia do stabilności.
Przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping ostrzegł wtedy, że sprawa Tajwanu może doprowadzić do konfliktu. Hegseth w trakcie tegorocznego przemówienia nie wspomniał o wyspie ani razu.
Pytany to przez reporterów stwierdził, że polityka USA względem Tajpej się nie zmieniła, zmienił się jedynie sposób komunikacji. Obecnie jest on realizowany zgodnie z zasadą prezydenta Theodore Roosevelta: „Przemawiaj łagodnie, ale trzymają w ręce duży kij”.
Chiny obniżyły rangę swojej delegacji na konferencję w tym i poprzednim roku. Wydarzenie jest przez nie postrzegane jako zdominowane przez siły zachodnie, które chętnie krytykują Pekin. Reprezentujący je tym razem generał major Meng Xiangqing przekazał, że jego kraj również oczekuje spotkania pośrodku i rozwoju relacji, w tym wojskowych, w kierunku równowagi i stabilności.
Tymczasem władze Chin poinformowały o wysłaniu jednostek straży przybrzeżnej na wschodnie wybrzeże Tajwanu. Ma to związek działaniami Japonii i Filipin. W zeszłym tygodniu przywódcy tych państw – premier Sanae Takaichi i prezydent Ferdinand Marcos Jr. – spotkali się w Tokio i zapowiedzieli rozmowy na rzecz delimitacji granic wyłącznych stref ekonomicznych na morzu. Do części z tych akwenów Pekin zgłasza pretensje.
Zarówno Takaichi jak i Marcos wcześniej sugerowali, że ich kraje mogą podjąć działania zbrojne, jeżeli Chiny rozpoczną operację przeciwko Tajwanowi. Spotkało się to z silną krytyką ze strony Pekinu, który uznaje wyspę za zbuntowaną prowincję.
Tłumaczy dr Paweł Behrendt z Instytutu Boyma.

Friday May 29, 2026
Friday May 29, 2026
Komisja Europejska planuje uaktualnić akt ws. chipów. Według Financial Times jedną z propozycji jest wprowadzenie narzędzi, dzięki którym Bruksela będzie mogła wpływać na podaż kluczowych procesorów. W przypadku sytuacji kryzysowej będzie mogła wymóc na producentach, by zawiesili dotychczasowe kontrakty i skupili się na dostawach niezbędnych w przemyśle zbrojeniowym, medycznym lub w infrastrukturze cyfrowej.
Komisja chce także umożliwić wspólne zamówienia chipów, tak jak działo się to w przypadku szczepionek przeciwko koronawirusowi. Ma to przeciwdziałać zjawisku konkurowania ze sobą państw członkowskich o krytyczne komponenty.
Akt ws. chipów został wprowadzony w 2023 roku. Intencją było zwiększenie udziału Unii Europejskiej w światowej produkcji układów scalonych. Przepisy stawiały cel, by do roku 2030 20 proc. procesorów na świecie było wytwarzanych we wspólnocie. Obecnie wciąż jest to 10 proc., a 90 proc. najbardziej zaawansowanych chipów powstaje na Tajwanie.
Bloomberg pisze natomiast, że w ramach nowelizacji Komisja Europejska chce pozyskać 120 mld euro ze środków publicznych i prywatnych na inwestycje w tym obszarze. Ponadto chce sfinansować kwotą 30 mld euro budowę zakładu produkującego procesory do obsługi sztucznej inteligencji w technologii 3 nm.
Niedawno w wywiadzie dla Politico prezes ASML, holenderskiego giganta wytwarzającego maszyny do produkcji półprzewodników, ocenił, że wysiłki unii do tej pory były bezcelowe. Christophe Fouquet stwierdził, że finansowanie zaawansowanych zakładów półprzewodnikowych w Europie nie ma sensu, ponieważ lokalny przemysł ich nie używa. Jeżeli fabryki powstaną, będą najpewniej eksportować swoje produkty do Stanów Zjednoczonych.
Bruksela ma też podjąć działania na rzecz połączenia przedsiębiorstw z branż komunikacyjnej, motoryzacyjnej i zbrojeniowej z dostawcami półprzewodników, by dopasować możliwości do potrzeb.
Tłumaczy Tomasz Smolarek, doradca inwestycyjny i ekspert ds. nowych technologii.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

Thursday May 28, 2026
Thursday May 28, 2026
Konflikt pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami o Tajwan z dużą dozą prawdopodobieństwa doprowadzi do eskalacji nuklearnej. Tak oceniają eksperci londyńskiego International Institute for Strategic Studies. Wynika to z faktu, że obie strony będą prowadzić szeroko zakrojone operacje wymierzone w centra dowodzenia i komunikacji przeciwnika.
Instytut ocenia także, że świat stoi u progu kolejnego wyścigu zbrojeń atomowych, skoncentrowanego wokół Indo-Pacyfiku. Posiadające tego rodzaju broń państwa regionu, jak również te, które mają w nim strategiczne interesy rozbudowują swoje arsenały. Kraje nienuklearne dążą natomiast do pozyskania konwencjonalnych pocisków dalekiego zasięgu. Trend ten, jak piszą eksperci instytutu, narusza strategiczną stabilność.
Raport ukazał się w przededniu konferencji poświęconej bezpieczeństwu organizowanej przez IISS w Singapurze.
Niedawno miał miejsce szczyt z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych i przewodniczącego Chińskiej Republiki Ludowej w Pekinie. Xi Jinping pytał retorycznie, czy oba kraje są w stanie uniknąć pułapki Tukidydesa, a więc wojny mocarstw, oraz ostrzegł Donalda Trumpa, że nieporozumienia wokół Tajwanu mogą doprowadzić do konfliktu.
Amerykański przywódca po spotkaniu przekazał, że traktuje zgodę na kolejny pakiet sprzedaży broni dla Tajpej, wart 14 mld dolarów, jako kartę przetargową w relacjach z Pekinem.
Komunikaty obu stron po szczycie nie mówiły nic o kontroli zbrojeń nuklearnych. Natomiast podczas spotkania Xi Jinping – Władimir Putin, które odbyło się kilka dni później, przywódcy Chin i Rosji potępili fakt, że Stany Zjednoczone nie zaakceptowały rosyjskiej propozycji przedłużenia traktatu rozbrojeniowego New Start o rok. Porozumienie wygasło w lutym.
Trump mówił wcześniej, że chciałby nowego układu, uwzględniającego Chiny, które jego zdaniem wkrótce będą miały arsenał jądrowy porównywalny do amerykańskiego. Pekin jednak odrzuca taką możliwość.
Według strony amerykańskiej Chiny intensyfikują produkcję głowic. W grudniowym raporcie Pentagonu napisano, że w roku 2030 mogą mieć ich już około tysiąca. Amerykańska Federacja Naukowców twierdzi, że obecnie posiadają ich 620.
Tłumaczy Krzysztof Karwowski, ekspert ds. Chin i redaktor Układu Sił.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

Wednesday May 27, 2026
Wednesday May 27, 2026
Stany Zjednoczone będą stopniowo zmniejszać liczbę bombowców strategicznych, myśliwców, okrętów podwodnych i dronów będących częścią sił NATO. Informację tę, według źródeł Politico, przekazał w piątek podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych sojuszu w Szwecji doradca Pentagonu Alexander Velez-Green.
Informatorzy twierdzą, że szczegóły i horyzont czasowy nie zostały podane, a konkretne decyzje w Waszyngtonie prawdopodobnie jeszcze nie zapadły. Jeden z rozmówców przekazał, że będzie to zależeć od gotowości innych do większego zaangażowania. Strona amerykańska miała natomiast zapewnić, że odstraszanie nuklearne nie ulegnie zmianie.
W zeszłym tygodniu Reuters informował, że Stany Zjednoczone planują zmniejszenie sił gotowych do wejścia do walki w sytuacji kryzysowej. Dotyczy to schematu Force Model, w ramach którego sojusz deklaruje gotowość wystawienia powyżej 100 tys. żołnierzy w ciągu 10 dni, kolejnych 200 tys. do 30 dni i jeszcze kolejnych 500 tys. do 180 dni od rozpoczęcia konfliktu. Tajemnicą jest, w jakim stopniu poszczególne państwa składają się na te siły.
Sekretarz Stanu USA Marco Rubio przekazał podczas pobytu w Szwecji, że obecność wojsk amerykańskich w Europie będzie dalej dostosowywana do realiów i proces ten już się odbywa w konsultacji z sojusznikami.
Tymczasem komisja ds. sił zbrojnych Izby Reprezentantów przedstawiła projekt corocznej ustawy National Defence Authorization Act, nakładającej ograniczenia na politykę bezpieczeństwa i wydatki Białego Domu w tym obszarze.
Zakłada ona, że budżet obronny wyniesie 1,15 bln dolarów, choć prezydent Donald Trump domagał się 1,5 bln. Podtrzymuje także dotychczasowy wymóg, by liczba żołnierzy Stanów Zjednoczonych w Europie wynosiła co najmniej 76 tys. Obecnie jest ich około 85 tys.
Pentagon w ostatnim czasie ogłosił wycofanie pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec oraz wstrzymanie wysłania czterotysięcznej brygady do Polski. Zaraz potem jednak Trump zapowiedział rozmieszczenie pięciotysięcznego kontyngentu nad Wisłą.
Tłumaczy Rafał Michalski, amerykanista i współpracownik Układu Sił.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

Tuesday May 26, 2026
Tuesday May 26, 2026
Narody i ziemie Bliskiego Wschodu nie będą dłużej tarczą dla amerykańskich baz – napisał w oświadczeniu Modżtaba Chamenei, najwyższy przywódca Iranu. Wezwał też państwa muzułmańskie do współpracy i kształtowania nowego, regionalnego porządku.
Tymczasem Stany Zjednoczone przeprowadziły ataki na irańskie cele. Dowództwo CENTCOM informuje, że ostrzelane zostały łodzie, które podejmowały próbę rozmieszczenia min w Cieśninie Ormuz, a także wyrzutnie rakiet na terenie Iranu. Według strony amerykańskiej były to uderzenia obronne, mające na celu ochronę personelu.
Irańska państwowa platforma Nour News pisze o nalotach w pobliżu wyspy Larak w cieśninie Ormuz, w wyniku których zginęło kilka osób. Obie strony do tej pory z niewielkimi wyjątkami trzymały się zawieszenia broni, obowiązującego od 8 kwietnia. Irański MSZ przekazał, że uznaje amerykańskie działania za jego złamanie, a Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, że zastrzega sobie prawo do odpowiedzi.
Ataki miały miejsce niedługo po tym, jak prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump napisał w mediach społecznościowych, że rozmowy z Iranem idą w dobrym kierunku, a delegacja irańska prowadziła negocjacje w Katarze.
Jeszcze w sobotę portal Axios informował na podstawie źródła w amerykańskiej administracji, że dyskutowane porozumienie obejmuje wprowadzenie 60-dniowego zawieszenia broni. W tym czasie cieśnina Ormuz zostałaby otwarta dla żeglugi. Oznaczałoby to także zniesienie blokady amerykańskiej i umożliwienie Iranowi sprzedaży ropy.
Dalsze negocjacje skupiłyby się na przyszłości irańskiego programu nuklearnego. Propozycja memorandum zakłada także zakończenie działań wojennych w Libanie, choć jeżeli Hezbollah będzie próbował się zbroić lub wznowi walkę, Izrael będzie miał prawo odpowiedzieć.
Tymczasem w poniedziałek Siły Obrony Izraela poinformowały o przeprowadzeniu ataków w południowym Libanie w związku z użyciem przez Hezbollah dronów bojowych. Premier Benjamin Netanjahu zapowiedział zintensyfikowanie uderzeń przeciwko tej organizacji.
Iran natomiast od dłuższego czasu domaga się ustania walk także na tym kierunku w ramach porozumienia z Waszyngtonem.
Tłumaczy Marcin Krzyżanowski, ekspert ds. Bliskiego Wschodu i współpracownik Układu Sił.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

Monday May 25, 2026
Monday May 25, 2026
Rosja użyła przeciwko Ukrainie pocisku oriesznik. To dopiero trzeci przypadek ataku tą bronią od momentu rozpoczęcia inwazji. Jest to pocisk hipersoniczny średniego zasięgu, do 5 tys. kilometrów.
Według Władimira Putina, jest on nie do zatrzymania przez istniejące systemy obrony przeciwlotniczej i choć jest przystosowany do przenoszenia ładunków jądrowych, może czynić porównywalne do nich zniszczenia nie będąc w nie wyposażonym. Wielu ekspertów zachodnich uważa te twierdzenia za mało prawdopodobne.
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przekazał, że oriesznik trafił w Białą Cerkiew, miasto zamieszkane przed wojną przez 200 tys. ludzi i leżące w pobliżu Kijowa. Według ekspertów Centre for Information Resilience, głowica pocisku rozpadła się na 36 pomniejszych ładunków.
Rosjanie w niedzielnym nalocie użyli około 600 dronów i 90 pocisków. Wśród nich – według Moskwy – były także balistyczne iskandery i hipersoniczne kindżały oraz cyrkony. Atak skupił się przede wszystkim na Kijowie. Strona ukraińska informuje, że zginęło w nim co najmniej 8 osób, a około stu zostało rannych.
Uszkodzonych zostało wiele zabytkowych budynków, m.in. muzeum sztuki oraz filharmonia. Ładunki spadły także na Łukjaniwkę w północnej części Kijowa, gdzie znajdują się zakład zbrojeniowe. Zełenski stwierdził, że celem była także infrastruktura dostarczająca wodę, co jest problemem w obliczu większego zapotrzebowania ze względu na wyższe temperatury.
Strona rosyjska twierdzi, że atakowała centra dowodzenia, bazy powietrzne i obiekty przemysłu zbrojeniowego.
Atak został potępiony przez przywódców m.in. Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec oraz przez szefową unijnej dyplomacji Kaję Kallas.
Ukraińcy twierdzą, że zestrzelili 549 dronów i 55 pocisków, a 19 z nich nie trafiło w cele. Tymczasem jeden z twórców ukraińskiego systemu Lima podzielił się z Politico szczegółami jego działania. Jest on rozwijany od roku 2022 i służy zagłuszaniu łączności satelitarnej bezzałogowców i rakiet.
Według konstruktorów, potrafi zmienić docelowe współrzędne środków napadu, kierując je na przykład na puste pola. W ciągu ostatnich 18 miesięcy w ten sposób zneutralizowanych miało zostać ponad 20 tys. dronów i kilkadziesiąt pocisków różnego typu.
Jedno urządzenie zagłuszające systemu kosztuje niecałe 60 tys. dolarów, a do obrony miasta potrzeba ich od 30 do 100. Rozmówcy podkreślają jednak, że Lima jest ciągle udoskonalana, ponieważ Rosjanie potrafią szybko się adaptować i opracowywać rozwiązania odporne na jej działanie.
Tłumaczy dr Witold Rodkiewicz z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

Friday May 22, 2026
Friday May 22, 2026
Donald Trump zapowiedział wysłanie dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy USA do Polski. Prezydent Stanów Zjednoczonych napisał w mediach społecznościowych, że ma to związek z wygraną w wyborach w Polsce Karola Nawrockiego, którego wspierał i z którym ma dobrą relację.
W minionych dniach w mediach pojawiła się informacja o wstrzymaniu przerzutu nad Wisłę amerykańskiej brygady pancernej, liczącej cztery tysiące żołnierzy. Miała ona trafić do Polski w ramach rotacyjnej obecności. Za decyzję miał odpowiadać sekretarz obrony Pete Hegseth.
Według źródeł Bloomberga chodziło o zmniejszenie obecności sił USA w Europie, a łatwiej było zrobić to, zatrzymując dyslokację niż sprowadzając będących już na miejscu żołnierzy.
Pentagon poinformował, że wysłanie brygady zostało opóźnione, a nie definitywnie wstrzymane. Jego rzecznik Joel Valdez twierdził, że nie była to decyzja podjęta w ostatniej chwili, chociaż według licznych doniesień medialnych jednostka była już częściowo przeniesiona do Polski, a jej żołnierze nie mieli pojęcia o zmianie planów.
Co więcej, według źródeł The Wall Street Journal, nie wiedział o niej sam prezydent Trump. Miał w tej sprawie zadzwonić do Hegsetha i zapytać go, dlaczego taki krok został podjęty. Miał też przekazać mu, żeby nie traktował źle Polski, bo jest to bliski sojusznik.
Pentagon niedawno ogłosił decyzję o wycofaniu pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec. Stało się to po tym, jak kanclerz Friedrich Merz krytycznie odnosił się do działań Stanów Zjednoczonych w Iranie. Trump mówił w tamtym czasie, że może zdecydować o przemieszczeniu ich do Polski.
Administracja Donalda Trumpa od początku sygnalizowała chęć zmniejszenia zaangażowania wojskowego w Europie, choć padały zapewnienia, że proces ten będzie odbywał się w sposób uporządkowany tak, by nie pojawiły się luki w zdolnościach obronnych.
Tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.

Thursday May 21, 2026
Thursday May 21, 2026
Europa nie ma alternatywy dla technologii wojskowych opartych na sztucznej inteligencji amerykańskiej firmy Palantir – powiedział w rozmowie z Politico adm. Pierre Vandier, dowódca sojuszniczy NATO ds. transformacji. W jego ocenie, jeżeli nie chce ona dalej polegać na rozwiązaniach zza oceanu, musi przyspieszyć prace w tym kierunku.
W zeszłym roku sojusz wdrożył oprogramowanie Palantira Maven Smart System. Ułatwia ono dowodzenie integrując i przetwarzając dane zebrane dzięki różnym środkom służącym rozpoznaniu. Zdaniem Vandiera, było to sięgnięcie po produkt wykorzystywany już przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych, który nie ma obecnie konkurentów.
Wywołało to jednak obawy wśród części Europejczyków o zbyt dużą zależność od strony amerykańskiej. W zeszłym tygodniu w niemieckich mediach pojawiła się informacja, że agencja kontrwywiadowcza – Federalny Urząd Ochrony Konstytucji – planuje wdrożyć system do analizy danych ArgonOS francuskiej firmy ChapsVision.
W grudniu szef agencji Sinan Selen mówił, że chce polegać na europejskich alternatywach dla Palantira. Niedawno w rozmowie z Politico minister ds. cyfryzacji Niemiec Karsten Wildberger stwierdził, że są one potrzebne w dłuższej perspektywie.
Niemiecki wiceadmirał Thomas Daum przekazał dziennikowi Handelsblatt, że współpraca z amerykańską spółką jest wykluczona i że Niemcy chcą opracować własne oprogramowanie.
Spotkało się to z krytyką Alexa Karpa, prezesa Palantira, który wyraził zdziwienie, że Berlin nie chce korzystać z rozwiązań wdrażanych w najskuteczniejszych armiach świata – amerykańskiej, izraelskiej i ukraińskiej. Stwierdził, że firma nie ma dostępu do danych przetwarzanych przez siły zbrojne stosujące jej produkty.
Niemcy pracują nad własnym systemem komunikacji i świadomości pola walki. Program nie postępuje jednak zgodnie z oczekiwaniami. Według doniesień Politico i Die Welt, mimo wydania dwóch miliardów euro, nie działa on poprawnie i Bundeswehra na razie musi opierać się na rozwiązaniach analogowych.
Tłumaczy dr Leszek Bukowski, ekspert ds. nowych technologii.
Partnerem podcastu Espresso jest niezależny program ekonomiczny Horyzonty Rynków dostępny na YouTube i Spotify.

