Układ Sił

Oficjalny kanał magazynu Układ Sił

www.ukladsil.pl

Listen on:

  • Podbean App
  • Spotify

Episodes

Saturday Apr 19, 2025

Premier Włoch Georgia Meloni spotkała się z Donaldem Trumpem. Celem wizyty było omówienie kwestii ceł, które administracja prezydenta USA nałożyła na Unię Europejską. Na razie stawka wynosi 10 proc., ale za niecałe trzy miesiące może zostać podniesiona do 20. Wcześniej odbyła się już pierwsza runda rozmów na linii Bruksela-Waszyngton, ale negocjatorzy europejscy narzekali, że strona amerykańska nie przedstawiła klarownych oczekiwań. Liczyli, że spotkanie Meloni z Trumpem pomoże to zmienić. Włochy mają znaczącą nadwyżkę w handlu towarowym ze Stanami Zjednoczonymi, wynoszącą ponad 45 mld dolarów. Francja wyraziła obawę, że dwustronne spotkanie stwarza ryzyko podważenia europejskiej jedności. Jednak Komisja Europejska życzliwe odniosła się do podróży Meloni. Włoska premier miała być w stałym kontakcie z Brukselą. Premier Włoch Giorgia Meloni postrzegana jest przez europejski establishment jako polityk mająca szansę dotrzeć do Donalda Trumpa. Jej wizyta w USA przebiegła w dobrej atmosferze, a po rozmowach pojawiły się sygnały, że możliwe jest wznowienie negocjacji nad umową handlową między UE a Stanami Zjednoczonymi.Meloni zaznaczyła, że nie ma mandatu do reprezentowania całej Unii, ale chce doprowadzić do rozpoczęcia rozmów handlowych między Brukselą a Waszyngtonem. Strona amerykańska również wysyła sygnały otwartości, choć nie wiadomo jeszcze, na jakich warunkach.Wśród potencjalnych żądań USA mogą się znaleźć ograniczenia współpracy z Chinami – np. zmniejszenie importu chińskich produktów, blokowanie chińskich inwestycji czy przeciwdziałanie omijaniu ceł przez towary trafiające na rynek amerykański przez Europę.Kolejnym spornym obszarem może być rolnictwo. USA zależy na dostępie do europejskiego rynku dla swoich produktów, często niespełniających unijnych norm. Gdyby do tego doszła jeszcze umowa z krajami Mercosur, unijne rolnictwo znalazłoby się pod ogromną presją. Dlatego choć rozmowy są możliwe, szybkie porozumienie wydaje się mało prawdopodobne- tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.

Friday Apr 18, 2025

Sekretarz stanu USA Marco Rubio powiedział po rozmowach w Paryżu, że propozycja pokoju na Ukrainie kreślona przez administrację amerykańską spotkała się z dobrym przyjęciem. Jednocześnie stwierdził, że jeżeli rozmowy nie doprowadzą wkrótce do znaczącego postępu w tej sprawie, Stany Zjednoczone wycofają się z prób zakończenia wojny. Minister spraw zagranicznych Rosji Sergiej Ławrow powiedział natomiast, że jego kraj chce współpracować na rzecz usunięcia długotrwałych przyczyn konfliktu.Rubio towarzyszył w Paryżu Steve Witkoff, wysłannik prezydenta Trumpa, który w zeszłym tygodniu spotkał się osobiście z Władimirem Putinem i omawiał z nim sprawę zakończenia wojny. We Francji zostali przyjęciu przez prezydenta Emmanuela Macrona. W spotkaniu wzięli też udział minister obrony Wielkiej Brytanii oraz doradca niemieckiego rządu ds. bezpieczeństwa. Niespodziewanie w Paryżu zjawili się także Adrij Jermak, szef gabinetu prezydenta Ukrainy, minister obrony Rustem Umerow oraz minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha.Wizyta w Paryżu oraz spotkania amerykańskich przedstawicieli z dyplomatami z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji i Ukrainy świadczą o przyspieszeniu działań dyplomatycznych USA. To sygnał wysłany w stronę Moskwy: Stany Zjednoczone nie zamierzają bez końca tolerować braku postępów w sprawie Ukrainy.Rubio zaznaczył, że jeśli nie pojawią się oznaki realnych postępów, USA mogą skoncentrować się na innych priorytetach. To może oznaczać zwiększenie presji na Rosję – zarówno sankcyjnej, jak i politycznej – oraz większą rolę państw europejskich w budowie systemu bezpieczeństwa Ukrainy, być może także w ograniczonym zakresie wojskowym (np. wsparcie wywiadowcze i logistyczne).Równolegle w Waszyngtonie odbyły się rozmowy francuskiego ministera obrony z amerykańskim sekretarzem obrony. Potwierdza to hipotezę o zniecierpliwieniu postawą Rosji - tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił. 

Wednesday Apr 16, 2025

Indie rzucają rękawicę rosyjskiemu przemysłowi obronnemu – pisze Agencja Reutera. Według jej informatorów z tego sektora oraz z indyjskiego rządu, państwowy Export-Import Bank ma otrzymać uprawnienia na udzielanie niskooprocentowanych, długoterminowych pożyczek zagranicznym partnerom, którzy ze względu na zbyt duże ryzyko polityczne lub finansowe nie są w stanie zaciągać konwencjonalnych kredytów. Pieniądze te mają być przeznaczane na zakupy uzbrojenia w Indiach. - Indie przeznaczają około 2% PKB na obronność i są trzecim największym na świecie państwem pod względem wydatków zbrojeniowych – po USA i Chinach. Mimo to wciąż daleko im do drugiego miejsca. Co ciekawe, są także największym importerem broni na świecie, mimo że 70% zapotrzebowania pokrywa krajowy przemysł.Od kilku lat Indie próbują zwiększyć własną produkcję uzbrojenia. W 2022 anulowano zagraniczne kontrakty na sprzęt dla straży wybrzeża, promując zakupy u krajowych producentów. Stworzono też listę priorytetowych produktów do krajowej produkcji, którą cyklicznie aktualizuje się – kolejna rewizja nastąpi w grudniu 2025.Chociaż indyjski eksport zbrojeniowy od 2010 do 2024 wzrósł ponad 30-krotnie, nadal stanowi niewielką część w porównaniu z importem. Przemysł zbrojeniowy cierpi na niską innowacyjność i niedoinwestowanie w badania i rozwój, choć są wyjątki – zwłaszcza wśród małych, dynamicznych firm.Indie oferują dziś m.in. rakiety, małe drony, śmigłowce i ciężarówki – eksportowane głównie do państw Azji Południowo-Wschodniej. Produkcja rodzimego czołgu Arjun MK1 oraz myśliwca Tejas pokazuje jednak, że przemysł wciąż boryka się z wieloma problemami technicznymi i organizacyjnymi.W obliczu ograniczeń technologicznych Indie wciąż opierają się na importowanych systemach – np. francuskich myśliwcach Rafale. Nowe rządowe inicjatywy, takie jak pożyczki dla sektora zbrojeniowego, mogą pomóc w rozwoju eksportu i innowacyjności, ale droga do statusu globalnego eksportera pozostaje daleka- tłumaczy Stanisław Kopyta, współpracownik Układu Sił.

Tuesday Apr 15, 2025

Jeśli Europa ma wątpliwości czy sieć Starlink firmy SpaceX jest wiarygodna, powinna poczekać na chiński odpowiednik. Wtedy pojawią się prawdziwe powody do niepokoju – powiedział Brendan Carr, przewodniczący amerykańskiej Federalnej Agencji Łączności. W wywiadzie dla Financial Times stwierdził, że „sprzymierzone demokracje zachodnie” powinny skupić się na długofalowym zagrożeniu, którym jest wzrost potęgi Komunistycznej Partii Chin. Europa to łakomy kąsek dla USA i Chin, choć z różnych powodów — szczególnie w kontekście technologicznym. Usługa Starlink Elona Muska obecnie nie ma realnej konkurencji w globalnym dostępie do szybkiego Internetu, choć to może się zmienić.Europa dziś mocno opiera się na amerykańskich technologiach — Google, Microsoft, Amazon dostarczają nie tylko usługi konsumenckie, ale też rozwiązania infrastrukturalne i programistyczne, z których korzysta większość europejskich firm.Z kolei Chiny od ponad dekady budują własną niezależność technologiczną, zwłaszcza w zakresie infrastruktury i oprogramowania. Mimo to nadal są zależne od importu półprzewodników, które produkują głównie firmy z USA, Korei, Tajwanu czy Japonii.Europa jednak nie jest bezsilna. Posiada swoje "klejnoty w koronie", jak holenderski ASML, który ma globalny monopol na maszyny do produkcji najbardziej zaawansowanych układów scalonych. Są też takie firmy jak Nokia i Ericsson, nadal istotne w sektorze sieci telekomunikacyjnych.Od czasu prezydentury Donalda Trumpa i jego nieprzewidywalnej polityki, Chiny coraz mocniej zabiegają o współpracę z Europą. Sojusz technologiczny między Chinami a Europą hipotetycznie mógłby stworzyć przeciwwagę dla dominacji USA- tłumaczy dr Leszek Bukowski, ekspert ds. nowych technologii i redaktor Układu Sił.

Monday Apr 14, 2025

Europejskie koncerny energetyczne i przemysłowe domagają się powrotu do zakupów rosyjskiego gazu. Didier Holleaux, wiceprezes Engie, francuskiego dostawcy energii, powiedział Agencji Reutera, że w przypadku rozsądnych ustaleń pokojowych na Ukrainie, w skali unijnej można rozważyć zakup 60-70 mld metrów sześciennych surowca z Rosji rocznie, włączając w to gaz skroplony. Moskwa mogłaby odpowiadać za 20-25 proc. dostaw do Unii Europejskiej. Przed napaścią na Ukrainę było to 40 proc. Engie jest częściowo własnością skarbu państwa Francji. Podobny pogląd wyraził Patrick Pouyanne, prezes TotalEnergies. Ostrzegł, że Europa nie powinna polegać zbyt mocno na LNG ze Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie 70 mld metrów sześciennych rocznie po ustaniu działań wojennych jest prawdopodobne. Głosy na rzecz rosyjskiego gazu da się słyszeć także w Niemczech. Agencja Reutera rozmawiała z przedstawicielami firm skupionych wokół Leuna Chemical Park, jednego z największych niemieckich klastrów przemysłu chemicznego. Według nich, w tej gałęzi gospodarki w Niemczech przez pięć lat z rzędu dochodziło do zwolnień. W 2022 roku Rosja wypowiedziała wojnę nie tylko Ukrainie, ale także Europie. Kontynent był zależny od rosyjskiego gazu, głównie za sprawą Niemiec i ich koncepcji energetycznego hubu. Chodziło o to, by importować gaz poprzez Nord Stream, a dzięki geograficznemu położeniu w środku Europy sprzedawać nadwyżki do różnych odbiorców. Rosja mogła jednak zakręcić kurki i to też zrobiła. Trzeba mieć naprawdę krótką pamięć, żeby nie przywołać ogromnych rachunków za gaz, które przychodziły do przedsiębiorstw, albo problemów, z którymi zmagały się rządy i samorządy w całej Europie. Były regiony zagrożone tym, że nie będą miały prądu lub ciepła. Tym się kończy robienie interesów w Putinem i dobrze, żeby francuskie i niemieckie firmy o tym pamiętały- tłumaczy Daniel Czyżewski z Fundacji Polska z Natury. 

Friday Apr 11, 2025

Światowe giełdy przypominają huśtawkę w związku z nieprzewidywalnymi decyzjami Donalda Trumpa w sprawie ceł. W przypadku większości partnerów handlowych podstawowa stawka została utrzymana na poziomie 10 proc., przynamniej przez najbliższych 90 dni. Jednak wygląda na to, że wojna handlowa z Chinami rozgorzała na dobre. Obecnie amerykańskie cła na chińskie towary wynoszą 145 proc. W przeciwnym kierunku jest to 125 proc. Gdy prezydent Stanów Zjednoczonych wycofywał wysokie stawki celne dla dziesiątek krajów na świecie, giełdy akcji zaczęły rosnąć. Obecnie jednak inwestorzy znów wyprzedają aktywa, bojąc się konfliktu pomiędzy Waszyngtonem a Pekinem. Dolar osiągnął najniższą wartość od 10 lat względem franka szwajcarskiego. Euro odnotowało wzrost o 1,7 proc względem amerykańskiej waluty. Wzrasta też wartość złota, tradycyjnie uznawanego za bezpieczną przystań w czasach kryzysu. Być może brak przewidywalności w działaniach Donalda Trumpa wynika ze ścierania się w jego administracji dwóch frakcji. Od 2010 roku wskazuje się na istnienie Wall Street, czyli wielkiego biznesu, któremu zależy na utrzymaniu swobody handlu i unikaniu konfliktu z Chinami oraz Main Street, czyli producentów i pracowników, którzy zostali poszkodowani w wyniku globalizacji. Wprowadzenie ceł przez Trumpa było szokiem dla środowiska Wall Street, z którym prezydent utrzymał bliskie kontakty. Prawdopodobnie doszło do skutecznej interwencji, mającej przekonać go do wycofania wysokich stawek celnych. Jego decyzja była sygnałem, że polityka celna nadal będzie prowadzona, ale będzie ona konsultowana z wielkim biznesem. Ta informacja mogła przejść do pewnych polityków w kongresie, którzy następnie uspokoili swoich bogatych darczyńców w kongresie. Dlatego obserwowaliśmy coś, co jest szeroko opisywane w mediach jako inside trading. To, według prawa, wpływ na podaż lub popyt papierów wartościowych poprzez wykorzystanie informacji poufnych- tłumaczy Rafał Michalski, amerykanista i współpracownik Układu Sił.

Thursday Apr 10, 2025

Niemieckie partie CDU/CSU oraz SPD zaprezentowały umowę koalicyjną. Oznacza to, że bliskie jest powstanie nowego rządu, na czele którego stanie lider Chadeków Friedrich Merz. W jej zapisach znajduje się ustęp podkreślający znaczenie relacji ze Stanami Zjednoczonymi, które są największym partnerem handlowym Niemiec. Koalicjanci będą starać się osiągnąć porozumienie o wolnym handlu z Waszyngtonem. Merz podkreślił jednak także znaczenie wspólnej odpowiedzi na poziomie Unii Europejskiej wobec wyzwań, które stawia wojna handlowa pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami oraz nieprzewidywalna polityka celna Waszyngtonu. Ten liczący 144 strony dokument pokazuje nowe kierunki polityki. De facto jest to jednak kontynuacja z korektą. Niemcy to bardzo niesterowne państwo, korekcja kursu wymaga czasu, tak jak w przypadku statku. Jednocześnie trzeba dostrzec, że wycofano się z pewnych kierunków polityki gospodarczej i zielonej transformacji. Wycofana ma być ustawa, która podwyższała opłaty za ogrzewanie dla odbiorców prywatnych. Zmniejszone zostaną wymogi dotyczące przechodzenia na gospodarkę wodorową. Wydłużone zostaną terminy oraz możliwe będzie korzystanie z tzw. niebieskiego wodoru, czyli pochodzącego z gazu. Niemcy są ściśnięte pomiędzy konkurencją z Chin a polityką celną Donalda Trumpa. Ponieważ są trzecim największym eksporterem na świecie, muszą myśleć o dywersyfikacji odbiorców. Mówi się tutaj o umowach o wolnym handlu z krajami takimi jak Meksyk, Kanada, Wietnam czy Korea Południowa oraz o państwach Mercosuru- tłumaczy dr Piotr Andrzejewski z Instytutu Zachodniego. 

Friday Apr 04, 2025

Wartość indeksu giełdowego S&P 500 spadła o prawie 5 proc. po ogłoszeniu przez Donalda Trumpa nowych stawek celnych. Oznacza to, że z amerykańskiej giełdy wyparowało niecałe 2,5 bln dolarów. Prezydent powiedział, że spodziewał się zamieszania na rynkach finansowych w związku z najwyższymi od stulecia cłami. Gospodarka, jak stwierdził, ma wiele problemów, ponieważ jest chorym pacjentem. Prezes Rezerwy Federalnej Jay Powell powiedział, że decyzja Trumpa przyniesie Stanom Zjednoczonym większą inflację i wolniejszy wzrost gospodarczy. Prezydent domaga się natomiast od niego, by obniżył stopy procentowe. Chiny w odpowiedzi ogłosiły wprowadzenie dodatkowych ceł na amerykańskie towary w wysokości 34 proc. Ponadto chcą objąć ograniczeniami eksport części metali ziem rzadkich. Unia Europejska z kolei obawia się, że amerykańskie cła na Chiny, które po wprowadzeniu nowych stawek wyniosą 54 proc., spowodują zalew jej rynku towarami chińskimi. Według ekspertów cytowanych przez The Moscow Times, Rosja może w krótkim okresie skorzystać na wojnie celnej pomiędzy Pekinem a Waszyngtonem. 15 proc. importu produktów rolniczych Chin pochodzi ze Stanów Zjednoczonych, a z Rosji niecały jeden procent. Nowe stawki celne mogą zmienić ten stosunek. Wśród państw, które mogą wyciągnąć pewne korzyści z tej sytuacji są Chiny. Otwiera się dla nich pewne okno możliwości, w którym mogą wzmocnić swoją ofertę rozwojową dla państw globalnego południa. To właśnie one są obłożone najwyższymi cłami. Pekin ma okazję przeciągnąć je na swoją stronę. W najbliższych dniach przewodniczący Komunistycznej Partii Chin ma odbyć podróż do państw takich jak Wietnam, Kambodża czy Malezja. Wiemy także, że na liście nowych ceł nie znalazły się Rosja i Białoruś, co może sugerować, że Stany Zjednoczone są wciąż otwarte na rozmowy ws. szerszego resetu. Natomiast na pewno cła będą działać na niekorzyść stosunków transatlantyckich. Już teraz mamy wątpliwości co do amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, a teraz dochodzi do tego wojna handlowa. Jeżeli unijna odpowiedź dotnie amerykański sektor finansowy i cyfrowy, możemy się spodziewać, że Waszyngton jeszcze bardziej zaostrzy swoje stanowisko- tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił. 

Thursday Apr 03, 2025

podstawowa będzie wynosić 10 proc. W wielu przypadkach będzie to jednak więcej. Towary z Chin zostaną objęte dodatkowymi, 34-procentowymi cłami, co wraz z poprzednimi stawkami daje razem 54 proc. Taryfa dla Tajwanu to 32 proc., Korei Południowej 25 proc., Japonii 24 proc. a Unii Europejskiej 20 proc. Według wyliczeń przedstawionych przez administrację Trumpa, rzeczywiste stawki celne dla amerykańskich towarów, po uwzględnieniu manipulacji walutowych i barier w handlu są jeszcze większe. W przypadku Chin ma być to 69 proc., a Unii Europejskiej 39 proc. Senator Ron Johnson powiedział tak: „Myślę, że jest to rodzaj zakładu wysokiego ryzyka. Thom Tillis: „Prawdopodobnie już jutro zacznę odbierać telefony od moich wyborców”. Wśród samych kongresmenów republikańskich widać uzasadniony sceptycyzm. Polityka związana z „Dniem wyzwolenia” była opracowywana w tajemnicy. Nie była konsultowana chociażby z komisją budżetową, a przede wszystkim z władzami stanowymi. A to one w pierwszej kolejności będą odczuwać skutki ewentualnej wojny handlowej. Sceptycyzm wynika z jeszcze jednego powodu. Kiedy cofniemy się do XVII i XVIII wieku i spojrzymy na powody dla których Amerykanie nałożyli wówczas cła, zobaczymy, że stało się to dlatego, że taki rodzaj podatku łatwo było zbierać, a poza tym w ten sposób można było szybko ujednolicić system podatkowy w kraju. Cła miały też charakter protekcjonistyczny – chodziło o skłonienie konsumentów, by kupowali amerykańskie towary. Problem jest taki, że w rozumieniu Trumpa nie chodzi już tak bardzo o protekcjonizm. Prezydent podczas konferencji prasowej nie zaproponował ani jednej ustawy prorozwojowej. Nie ma więc żadnej pewności, że jeżeli pojawią się problemy w łańcuchach dostaw, krajowa produkcja będzie mogła zapełnić luki. - tłumaczy amerykanista Rafał Michalski, współpracownik Układu Sił. 

Tuesday Apr 01, 2025

Chiny przeprowadziły kolejne ćwiczenia wojskowe wokół Tajwanu. Odbyły się niedługo po wizycie w Azji Wschodniej Pete’a Hegsetha, amerykańskiego sekretarza obrony, podczas której krytykował Pekin. W ćwiczeniach symulujących blokadę Formozy oraz ataki na cele lądowe i morskie wzięły udział okręty wojenne, samoloty oraz artyleria. Dowództwo Teatru Wschodniego Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej opublikowało w sieci animowane nagranie, w którym prezydent Tajwanu Lai Ching-te został przedstawiony jako pasożyt kolonizujący wyspę. W następnej scenie ręka od zachodu trzyma go pałeczkami do jedzenia nad ogniem. Hegseth odwiedził Filipiny i Tokio. Stwierdził, że Japonia jest niezastąpiona w walce z chińską agresją. Ćwiczenia mają pokazać jasno, że Chiny są potęgą w regionie, kwestia Tajwanu jest ich wewnętrzną sprawą i mogą robić wokół niego, co chcąChińskie siły zbrojne szybko opublikowały serię propagandowych filmów. Przedstawiały one m.in. okręty i samoloty okrążające Tajwan, na który spada grad pocisków. Jedno z nagrań zostało zatytułowane „zbliżamy się”. W innym natomiast padały hasła, mówiące o tym, że Lai Ching-te jest pasożytem, który zatruwa wyspę- tłumaczy Łukasz Kobierski, prezes Instytutu Nowej Europy. 

Układ Sił

Podcast Powered By Podbean

Version: 20241125