Episodes

Tuesday Feb 25, 2025
Tuesday Feb 25, 2025
Władimir Putin jest gotów zaakceptować obecność sił pokojowych z państw Europejskich na Ukrainie – przekazał prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Stwierdził, że zapytał go to wprost, a Putin miał opowiedzieć, że nie ma z tym problemu. Oznaczałoby to znaczny zwrot w dotychczasowej polityce Rosji, która do tej pory zdecydowanie deklarowała, że nie zgodzi się na rozmieszczenie żołnierzy NATO na Ukrainie. Ta wypowiedź została szybko skontrowana przez rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. On powiedział, że Rosja nie ma nic do dodania w sprawie warunków pokoju. Od zawsze deklarowała, że nie zaakceptuje zagranicznych wojsk na terenie Ukrainy. Przypomnijmy, że w przekazie Moskwy właśnie obawa przed wejściem NATO na Ukrainę była przyczyną wojny oraz że dąży ona do demilitaryzacji tego kraju- tłumaczy Filip Rudnik z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Friday Feb 21, 2025
Friday Feb 21, 2025
Ukraina jest gotowa podpisać umowę ze Stanami Zjednoczonymi, dotyczącą inwestycji, ale także w sprawie gwarancji bezpieczeństwa. Musi także upewnić się, że pokój będzie trwały – napisał w mediach społecznościowych prezydent Wołodymyr Zełenski. Wpis pojawił się po spotkaniu z Keithem Kelloggiem, specjalnym wysłannikiem prezydenta USA ds. wojny na Ukrainie. Po rozmowie nie wydano żadnego wspólnego komunikatu. Zełenski dodał jeszcze, że była ona szczegółowa i produktywna oraz dotyczyła sytuacji jeńców wojennych, wydarzeń na froncie i gwarancji bezpieczeństwa. Przed spotkaniem Kellogg mówił, że jego celem jest słuchać. Ważne są tutaj dwa aspekty. Po pierwsze, nie jest jasna rola Kellogga. Nie był on obecny podczas rozmów z Rosją w Rijadzie. Brał natomiast udział w rozmowach z europejskimi sojusznikami. Strona amerykańska tłumaczy to w ten sposób, że jego zadaniem jest właśnie rozmawianie z Europą i Ukrainą. Za kontakty z Rosjanami odpowiada natomiast Steve Witkoff.Drugi aspekt to fakt, że Ukraina podczas tej wizyty miała szansę pokazać Stanom Zjednoczonym, że nie jest od nich w pełni zależna. Oczywiście, w znacznym stopniu jest, ale Ukraińcy posiadają własny przemysł zbrojeniowy i chcą zademonstrować, że dzięki pomocy europejskich partnerów potrafią wytrwać, a nawet rozwijać zdolności do uderzania na terytorium Rosji.Myślę, że Ukraina chciała wysłać komunikat, że Amerykanie mogą próbować dogadywać się z Rosją ponad jej głową, ale nie zaakceptuje niekorzystnych dla niej ustaleń i będzie miała coś do powiedzenia- tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.

Wednesday Feb 19, 2025
Wednesday Feb 19, 2025
Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zasugerował, że to Ukraina ponosi winę za wojnę. Powiedział, że prezydent Wołodymyr Zełenski miał trzy lata na jej zakończenie oraz że nie powinien jej nigdy zaczynać, a zamiast tego, powinien zawrzeć porozumienie. Słowa padły po pierwszej rundzie wstępnych rozmów pokojowych pomiędzy Moską a Waszyngtonem. Delegacje obu państw spotkały się w Rijadzie. Zełeński wyraził żal, że strona ukraińska nie została zaproszona. Powiedział też, że nie zaakceptuje żadnych ustaleń, które zostaną poczynione bez zgody Ukrainy. Trump stwierdził, że na Ukrainie powinny odbyć się wybory, a poparcie społeczne Zełenskiego wynosi 4 proc. Następnie napisał w mediach społecznościowych, że obecny prezydent Ukrainy jest dyktatorem i powinien ustąpić, póki jeszcze jego państwo istnieje. W ciągu ostatnich 24 godzin obserwujemy wybuch pełnoskalowej wojny pomiędzy Trumpem a Zełenskim. Trump powiedział, że na Ukrainie musza odbyć się wybory prezydenckie. Zełenski zarzucił mu, że powiela rosyjską dezinformację. Trump napisał następnie w Truth Social, że Zełenski jest dyktatorem. Stwierdził także, że USA wydały 350 mld dolarów na wojnę, a połowa tej kwoty gdzieś zaginęła. Na razie nie ma żadnych dowodów potwierdzających tą informację.Rolę może grać tutaj osobista niechęć. Donald Trump może mieć wciąż żal za to, że Ukraina nie zajęła się słynną sprawą Huntera Bidena, syna byłego prezydenta. Poza tym słowa Zełenskiego mogły po prostu wyprowadzić go z równowagi. Ważniejsze jest jednak to, że odsunięcie obecnego prezydenta Ukrainy byłoby na rękę Rosji, która wielokrotnie sygnalizowała, że nie będzie z nim rozmawiać- tłumaczy Tomasz Grzywaczewski, dziennikarz specjalizujący się w tematyce amerykańskiej.

Tuesday Feb 18, 2025
Tuesday Feb 18, 2025
Stany Zjednoczone i Rosja zgodziły się kontynuować proces zmierzający w kierunku osiągnięcia pokoju na Ukrainie. Negocjatorzy amerykańscy na czele z sekretarzem stanu Marco Rubio spotkali się w Arabii Saudyjskiej z zespołem rosyjskim, któremu przewodził minister spraw zagranicznych Sergiej Ławrow. Rzeczniczka Departamentu Stanu Tammy Bruce przekazała, że grupy na wysokim szczeblu będą pracować nad trwałym rozwiązaniem, które będzie akceptowalne dla obu stron. Jak powiedziała, Rosja i USA zgodziły się opracować mechanizm rozwiązywania punktów spornych, utworzyć zespoły negocjacyjne, zbudować podstawy przyszłej współpracy w zakresie wspólnych interesów geopolitycznych, oraz, jak stwierdziła, historycznych szans gospodarczych i inwestycyjnych, które wynikną z zakończenia wojny na Ukrainie. Rosyjski negocjator Cyryl Dmitriew powiedział, że osobno toczą się rozmowy na linii Waszyngton-Moskwa w sprawie przyszłej współpracy gospodarczej. Trudno dokładnie określić intencje Rosji, bo to są intencje Władimira Putina. Jemu zależy przede wszystkim na utrzymaniu władzy. Wojna jest tego elementem. On chce zakończenia wojny, ale na własnych zasadach. Ten wstęp do negocjacji Rosja na pewno traktuje jako okazję do pokazania światu, że wytrzymała sankcje, wygrywa wojnę militarnie i USA widzą w Rosji równego partnera. Pokazuje też, że chce rozmawiać. Z drugiej strony widać, że Moskwie zależy na jak najszybszym uzyskaniu koncesji, przede wszystkim zniesieniu sankcji i barier w handlu z USA, bo to doprowadziłoby to tego, że inne państwa na świecie poszłyby by w tym kierunku.Na pewno Rosja podchodziła bardzo ostrożnie do wyborów w USA. Eksperci, świat analityczny, zdawali sobie sprawę, że Trump może dojść do władzy i dokonać trzęsienia ziemi, ale nie oczekiwali radykalnej zmiany, która umożliwi Moskę prowadzenie wygodnej polityki zagranicznej. Obecne działania administracji USA też są obserwowane z ostrożnością, ale także z nieskrywaną radością i samo wyjście z izolacji dyplomatycznej pomaga Kremlowi i umocnieniu się Władimira Putina- tłumaczy Michał Sadłowski, dyrektor Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską.

Monday Feb 17, 2025
Monday Feb 17, 2025
Liderzy europejskich państw rozmawiali na temat wysłania wojsk na Ukrainę po ewentualnym zawarciu pokoju. Szczyt odbył się w Paryżu, a obecni byli przedstawiciele Francji, Niemiec, Polski, Hiszpanii, Włoch i Danii oraz przewodnicząca Komisji Europejskiej i sekretarz generalny NATO. Francja zaproponowała omówienie pomysłu wysłania na Ukrainę sił bezpieczeństwa, które znajdowałyby się za przed linią rozgraniczenia, a nie na niej. Polska, Niemcy i Hiszpania sceptycznie podeszły do wysyłania jakichkolwiek wojsk. Rozmówcy mieli jednak zgodzić się co do konieczności zwiększenia wydatków na obronność. Szczyt został zwołany przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona po Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Obecny na niej wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance skrytykował politykę elit europejskich. Z kolei Keith Kellog, specjalny wysłannik prezydenta USA ds. wojny na Ukrainie powiedział, że Europa nie będzie obecna przy stole rokowań. Negocjacje Waszyngton-Moskwa ws. konfliktu mają się wkrótce rozpocząć w Arabii Saudyjskiej. W czwartek z delegacją rosyjską ma się spotkać Marco Rubio, szef amerykańskiej dyplomacji. Wcześniej, na spotkaniu w siedzibie NATO w Brukseli sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth powiedział, że siły europejskie będą musiały strzec pokoju na Ukrainie, jeżeli uda się go wynegocjować. Nie będą one jednak objęte gwarancjami wynikającymi z artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego. W Europie nie ma obecnie jednolitego stanowiska wobec wysłania wojsk na Ukrainę, są tylko stanowiska poszczególnych państw. Mamy inicjatorów, czyli Francję. Dokładnie rok temu prezydent Macron zaproponował to jako pewną ewentualność. Mamy też państwa stosunkowo entuzjastycznie nastawione, czyli Wielką Brytanię oraz państwa niewykluczające takiego rozwiązania, takie jak Polska. Mamy też sceptyków, przede wszystkim Niemcy i Włochy. Oczywiście to zależy od kontekstu takiej misji – czy byłaby to misja stabilizacyjna, czy wysłana w trakcie działań wojennych na Ukrainie. Wszystkie te projekty mają jednak obecnie charakter wybitnie polityczny, ponieważ państwa europejskie nie posiadają wystarczających sił, by jednocześnie realizować plany obronne NATO i uczestniczyć w misji, która wymagałaby zaangażowania co najmniej kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy- tłumaczy Łukasz Maślanka z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Friday Feb 14, 2025
Friday Feb 14, 2025
Rosyjski dron uderzył w sarkofag przykrywający pozostałości elektrowni jądrowej w Czarnobylu – przekazał Wołodymyr Zełenski. Wywołał pożar, który został ugaszony, jednak zniszczenia są znaczące – ocenił prezydent Ukrainy. Bezzałogowiec miał lecieć na wysokości 85 metrów, dzięki czemu nie został wykryty przez radary. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej potwierdziła, że doszło do wybuchu. Poziom promieniowania pozostał jednak w normie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow ocenił, że ukraińskie komunikaty w tej sprawie to prowokacja. Powiedział, że nie ma dokładnych informacji na temat zdarzenia, jednak Rosja nie atakuje infrastruktury atomowej. Do ataku doszło w nocy, tuż przed rozpoczęciem Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, w ramach której zaplanowano spotkanie wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych J.D. Vance’a z Wołodymyrem Zełenskim. Atak dronowy na byłą elektrownię z pewnością ma związek z konferencją w Monachium. Budzi on jednak zdziwienie. Wypowiedzi Trumpa i jego administracji są korzystne dla Moskwy. Trump powiedział przecież, że chciałby, by Rosja znów znalazła się w grupie G7. Sekretarz obrony Pete Hegseth poczynił ustępstwa jeszcze przed formalnym rozpoczęciem negocjacji, m.in. potwierdził, że Ukraina nie będzie w NATO i że USA nie wyślą wojsk na Ukrainę.Ten atak można interpretować jako próbę wywarcia jeszcze większej presji na USA i Ukrainę. To jednak byłby błąd, biorąc pod uwagę, jaką osobą jest Donald Trump. Możliwe, że to była jakaś wewnątrzrosyjska rozgrywka, ktoś, komu zależy na kontynuowaniu wojny, zdecydował o ataku, by utrudnić rozmowy. Władimir Putin nie wybiera osobiście celów dla dronów- tłumaczy Grzegorz Kuczyński, ekspert ds. wschodnich.

Thursday Feb 13, 2025
Thursday Feb 13, 2025
Donald Trump spotka się z Władimirem Putinem w Arabii Saudyjskiej. Będą rozmawiać o zakończeniu wojny na Ukrainie. Prezydent Stanów Zjednoczonych napisał w mediach społecznościowych, że do spotkania dojdzie niebawem.Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy oparte jedynie na państwach europejskich będą niewystarczające i mogą zachęcić Rosję do ataku za kilka lat. Stany Zjednoczone rezygnują z polityki prymatu, nie chcą już podtrzymywać światowego systemu, który stworzyły w 1945. Stają się, można powiedzieć, normalnym mocarstwem, wciąż najsilniejszym, ale różnica w potencjałach pomiędzy nimi a na przykład Chinami czy Indiami będzie maleć.Mocarstwa w takim coraz bardziej wielobiegunowym świecie będą ze sobą negocjowały strefy wpływów, będą one ruchome. Będzie się także zmieniał system sojuszniczy, relacje będą bardziej elastyczne i instrumentalnie wykorzystywane.W takiej sytuacji Polska, w mojej opinii, Polska nie powinna wysysać kontyngentu na Ukrainę, ponieważ jest w trakcie transformacji sił z zbrojnych. Do 2014 roku elity polityczne zaniedbały wiele obszarów obronności i odporności państwa. Były państwa, które dokonały niezbędnej przemiany, takie jak Turcja.My tego nie zrobiliśmy i dziś, w obliczu zagrożeń, nie jesteśmy należycie przygotowani. Polska powinna pogłębić współpracę z krajami regionu, wysyłać broń na Ukrainę, ale udzielanie gwarancji byłoby zbyt ryzykowne- tłumaczy dr Marek Stefan, zastępca redaktora naczelnego Układu Sił.

Thursday Feb 13, 2025
Thursday Feb 13, 2025
Komisja Europejska rozważa wprowadzenie limitu cenowego na gaz – twierdzi Financial Times, powołując się na anonimowe źródła. Obecnie ceny surowca w Europie osiągnęły najwyższy poziom od dwóch lat. Ma to związek między innymi z niskimi temperaturami oraz brakiem wiatru. Surowiec jest 3-4 razy droższy niż w Stanach Zjednoczonych, co sprawia, że europejski przemysł traci konkurencyjność. Komisja ma rozważać limit cenowy w ramach dyskusji nad strategią przemysłową. Dokument ma zawierać rozwiązania, które ułatwią funkcjonowanie europejskim firmom zmagającym się z wymogami klimatycznymi oraz narażonym na straty w związku z polityką handlową nowej administracji amerykańskiej. Propozycja spotkała się jednak ze sprzeciwem przemysłu oraz rynków. 11 podmiotów, w tym Europex, stowarzyszenie zrzeszające europejskie giełdy energii, wystosowało list do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. Napisano w nim, że taka decyzja miałaby dalekosiężne, niekorzystne konsekwencje i podkopałaby zaufanie do europejskiego rynku. Mogłaby wręcz spowodować problemy z podażą, ponieważ dostawcy surowca zwróciliby się ku innym odbiorcom. Cena powyżej 50 euro za megawatogodzinę jest dosyć wysoka, ale nie niespotykana. Interwencja mająca powstrzymać szoki cenowe miałaby sens przy cenach 180 euro, ale nie wówczas, gdy mieszczą się one w granicach normalnych mechanizmów rynkowych. Nałożenie limitu na poziomie np. 60 euro mogłoby spowodować, że dostawcy skierują się gnie indziej, bo gaz jest na świecie potrzebny i klienci się znajdą.Zapowiedzi te mogą być po prostu rozgrywką polityczną z Donaldem Trumpem, który zapowiada i wprowadza różnego rodzaju cła. Unia Europejska na pewno powinna zrewidować swoją politykę klimatyczną znaną pod nazwą „Zielonego Ładu”. Są pewne sygnały, że przekierowujemy myślenie ze stawiania celów bez instrukcji jak je osiągnąć, na inwestowanie we własną gospodarkę, zielony przemysł, który mógłby produkować z efektem skali- tłumaczy Daniel Czyżewski, analityk ds. energii z Fundacji Polska z Natury.

Tuesday Feb 11, 2025
Tuesday Feb 11, 2025
Europejskie przepisy wstrzymują postęp technologiczny – powiedział wiceprezydent Stanów Zjednoczonych J.D. Vance w Paryżu. W stolicy Francji odbył się szczyt poświęcony sztucznej inteligencji. Vance skrytykował obowiązujący w Unii Europejskiej Akt o usługach cyfrowych, który nakłada na właścicieli platform internetowych m.in. obowiązek moderowania treści i ujawniania zasad dotyczących korzystania z danych użytkowników, na przykład w celu wyświetlania reklam. Nieprzychylnie odniósł się też do Rozporządzenia o ochronie danych osobowych, znanego jako RODO. Vance zarzucił też Europejczykom, że regulując kwestię sztucznej inteligencji dążą do wprowadzenia cenzury. Powiedział, że amerykańska technologia nie będzie wykorzystywana w tym celu. Wreszcie amerykański wiceprezydent ostrzegł przed współpracą z Chinami na polu technologicznym. Jak ocenił, oznacza ona narażenie się na infiltrację ze strony autorytarnego reżimu. J.D. Vance realizuje spójną politykę Stanów Zjednoczonych, której pierwszą determinantą jest technologia, w ciągu ostatnich trzech lat głównie technologia AI. Tak jak kiedyś napisałem, nowe lotniskowce USA to układy od NVIDII. Vance naciska na Europę, ponieważ Europa przespała ostatnich 20 lat. Chiny natomiast mają własne rozwiązania. Europa staje się zatem miejscem rozgrywki. Obecnie jesteśmy w sferze wpływów USA. Amerykanie dają do zrozumienia, że nie możemy puszczać oka do Chin. Mówią też: chcemy z wami współpracować, ale zostawcie w spokoju nasze big techy. Warto też podkreślić, że Francja jest numerem jeden w Europie, jeżeli chodzi o rozwój sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego. Ponadto związki Paryża z Doliną Krzemową są bardzo wyraźne. Często mówimy tutaj o firmie Mistral, czyli dostawcy dużych modeli językowych. Amerykański kapitał zainwestował w niego setki miliardów euro- tłumaczy dr Leszek Bukowski, ekspert w dziedzinie nowych technologii i redaktor Układu Sił.

Monday Feb 10, 2025
Monday Feb 10, 2025
Rosja obawia się, że presja Zachodu odciągnie od niej państwa Azji Środkowej. Tymczasem Kreml chce rozbudować w nich swoje wpływy i traktować je jako pośrednika w kontaktach z globalnym południem. Tak wynika z niejawnego raportu rządowego, który wyciekł do mediów. O sprawie informuje Financial Times. Raport został zaprezentowany podczas sesji prowadzonej przez premiera Michaiła Miszustina w kwietniu. Napisano w nim, że zachodnie sankcje oraz inne narzędzia presji ekonomicznej zniechęciły najbliższych sąsiadów Rosji do współpracy z nią. Znaczną rolę odegrał też zestaw zachęt, takich jak dostęp do zachodnich rynków oraz włączenie w łańcuchy dostaw. Jedynym wyjątkiem jest Białoruś, która jest silniej związana z Rosją niż jeszcze kilka lat temu. Kraje Azji Środkowej miały natomiast wykorzystać okazję, którą stworzyła rosyjska napaść na Ukrainę, by integrować się bez udziału Moskwy – na przykład w ramach Organizacji Państw Turkijskich. Stopniowo starają się odchodzić od języka rosyjskiego na rzecz angielskiego, a system edukacji reformują na wzór zachodni. Moskwa chciałaby natomiast utworzyć z ich udziałem silny blok gospodarczy, zdolny do rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi, Europą i Chinami. Są dwie płaszczyzny relacji pomiędzy Rosją a państwami Azji Środkowej. Pierwsza z nich to historyczna i ideologiczna. Moskwa, opierając się na swoich doświadczeniach imperialnych, patrzy na ten region jako ważny z punktu widzenia swoich interesów strategicznych. Odgranicza on ją od Afganistanu, przez niego prowadzi droga do Indii. Druga płaszczyzna jest bardziej pragmatyczna i związana z gospodarką. W tej optyce Azja Środkowa jest rezerwuarem siły roboczej, miejscem inwestycji, współpracy energetycznej. To jest bardzo ważne, zwłaszcza po rozpoczęciu pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Współpraca ta pozwala realizować cele wojenne. Można powiedzieć, że państwa te stały się jeszcze bardziej ważne w związku z ogłoszonym w Rosji szumnie zwrotem ku Azji, a Azja Środkowa ma odgrywać rolę pasa pośredniczącego. Kluczowe jest więc, by kraje tam leżące nie zostały bliskimi partnerami świata Zachodu- tłumaczy Michał Sadłowski, prezes Centrum Badań nad Państwowością Rosyjską.

